
© Gianmarco Bresadola
Teatr, Teatr, Teatr
Niezwykle udana edycja festiwalu ATT 2025 z ważnymi wypowiedziami artystycznymi w kryzysowch czasach dowodzi, że teatr może nadal być ważnym miejscem refleksji i pomysłów na polepszenie współczesnego świata
Tegoroczne ATT – Autor:innen Theater Tage czyli Dni Autorek i Autorów Teatralnych, odbywające się już od lat w berlińskim Deutsches Theater, pokazały w przekonywujący sposób, że dzisiejszy teatr może być świetnym źródłem wiedzy o świecie, tworzyć przestrzenie empatii, poszerzać horyzonty współczesnego człowieka, a także w niekonwencjonalny sposób zachęcać swoich odbiorców do wkroczenia na jeszcze niewydeptane drogi, aby wprowadzać zmiany, czyniące szczęśliwszą egzystencję każdej i każdego. Oczywiście potrzebna jest do tego także otwartość widza, ale żywe reakcje na widowni podczas niektórych przedstawień i gorące owacje dla festiwalowych pokazów, jak i zainteresowanie, z którym spotykały się spotkania i rozmowy z artystami, świadczyły o tym, że wielu twórcom udało się przekonać sporą część wielkomiejskiej publiczności do swoich artystycznych wypowiedzi - ich treścią lub poruszającą emocjonalnie, nastrojową formą.
Z ogólnego programu wyróżniały się szczególnie trzy spektakle, przy czym warto tu zauważyć, że nie były to produkcje dużych teatrów czy też inscenizacje sztuk renomowanych współczesnych autorów i autorek lub znanych reżyserek i reżyserów, ale przede wszystkim spektakle powstałe na prowincjonalnych scenach, w pomieszczeniach offowych i jako małoobsadowe, łączące swoje siły, projekty kooperacyjne. Właśnie takie inscenizacje zdawały się zawierać większy potencjał, nawiązywały lepiej kontakt z publicznością, patrzyły niekonwencjonalnie na świat i prezentowały wyraziście własne – nie tylko polityczne – przekonania, podejmując przy budowaniu artystycznej wypowiedzi ryzyko wyjścia poza sprawdzone sposoby na osiągnięcie sukcesu. Spektakle, o których tu mowa, to „Onkel Werner“ („Wujek Werner“) zaadoptowany do współczesnych realiów i wyreżyserowany przez Jana Friedricha w Teatrze w Magdeburgu w oparciu o dramat Antona Czechowa „Wujaszek Wania“, „Fremde Seelen“ („Obce dusze“) napisany i wyreżyserowany przez Evę-Marię Bertschy w ramach kooprodukcji Teatru Neumarkt z Zurychu, festiwalu Bellouard Bollwerk International z Fribourga, regionalnego Teatru z Vorarlbergu oraz euro-scene z Lipska przy współudziale lipskiego francusko-niemieckiego chóru chorbeau. Trzecim z nich był spektakl „Geld ist Klasse“ („Pieniądze są klasą“) z tekstem Lothara Kittsteina, powstałym przy współpracy wykonawców Marleny Engelhorn, Volkera Löscha i Marleny Reiter - kooprodukcji scen FFT z Düsseldorfu i Teatru Rampe ze Sztuttgartu. Każde z przedstawień podejmowało z innej perspektywy ważne tematy współczesne.
„Onkel Werner“, osadzony w świecie wschodnioniemieckiej prowincji, ukazywał odcięcie tego obszaru od „reszty świata“ i kreślił wizerunek ludzi oszukanych i zawiedzionych. Swoje życie wyobrażali sobie zupełnie inaczej za sprawą roztaczanych przed nimi latami obietnic i wizji wielkiej, zachodnioniemieckiej, polityki. Jan Friedrich zastępuje postać czechowskiego profesora figurą lokalnej polityczki, która, jako posłanka, długo reprezentuje okolicę w niemieckim parlamencie, ale niewiele dla swoich wyborców osiąga - także i dlatego, że przez owe lata pracuje w stolicy głównie nad własną karierą. Teraz, nie otrzymując już dłużej mandatu, pojawia się w byłym okręgu wyborczym, gdzie mieszka też jej rodzina, aby odebrać tej ostatniej resztki wspólnego dobytku i ostatecznie zrujnować ich egzystencję. I tutaj głównym celem polityczki jest poprawa własnej sytuacji życiowej.
Friedrich pokazuje trafnie, że stare mechanizmy i ludzkie cechy charakteru, dobrze znane z dramatu Czechowa, w dzisiejszych czasach nadal istnieją. Inaczej jednak niż sto lat temu nie wszyscy są gotowi na bezwolne godzenie się ze spotykającym ich losem. Wujek Werner to nie dawny Wujaszek Wania, który uniesie się i wypowie głośno kilka przykrych prawd pod adresem swojego otoczenia, a następnie pokornie podejmie wykonywanie dotychczasowych obowiązków. Gniew Wernera to bunt, prowadzący go tam, dokąd kieruje się obecnie wielu ludzi na świecie, pominiętych w globalnym rozwoju, nie tylko we Wschodnich Niemczech, ale i we Francji, USA, i gdzie indziej: w stronę prawicy.
Magdeburski spektakl nie poprzestaje na powierzchownym zarysie realiów życia na prowincji. Stworzona w nim atmosfera pozwala na odczytanie emocji bohaterów, ukrytych za codzienną rutyną. Reżyser nie stawia sobie jednak za cel analizy osobowości sympatyków populistycznej prawicy. Nie ocenia też ani swoich, pozbawionych perspektywy życiowej, bohaterów, ani ich wyborów. Umożliwia widzowi jedynie prześledzenie sytuacji, w której do pewnych decyzji i wyborów dochodzi. Friedrich nie zaostrza frontów, nie pogłębia istniejących społecznych podziałów i rozdźwięków. Jego artystyczny obraz zaniedbanego wiejskiego regionu umożliwia mieszkańcom wielkomiejskich aglomeracji, żyjącym w równoległym świecie, na przyjrzenie się przez chwilę obcym i dalekim im przegranym czasów globalizacji i zmniejszenie swojej niewiedzy o ich życiu. Młody twórca (pochodzący sam z terenów byłego NRD) otwiera w ten sposób przestrzeń na empatię dla losów drugiego człowieka. Możliwe też, że inspiruje do zadawania sobie przez widza takich pytań jak: czy da się obecnie wyprowadzić z zapaści całe regiony lub co robić, aby tej przestrzeni nie wypełniały w coraz większym stopniu prawicowe ideologie? Spektakl oferuje też zwrot ku innym torom myślenia i zachowania wobec wschodnioniemieckiej części kraju niż te dotychczas typowe: odsuwanie się od ludzi zamkniętych w pułapce stagnacji, wypieranie rzetelnych przekazów na temat mieszkańców regionów dotkniętych dekonjunkturą gospodarczą czy też obarczanie ich winą za obecną sytuację i obdarzanie lekceważącą pogardą.

© Christian Knieps
Jeszcze bardziej radykalny w swojej społeczno-politycznej wymowie jest spektakl o tytule „Geld ist Klasse“, który w języku niemieckim można rozumieć w dwojaki sposób. Z jednej strony oznacza on, że zawartość portfela przesądza o przynależności klasowej i przywilejach, jakie się z nią wiążą, a z drugiej, że po prostu świetnie jest mieć „dużą kasę“. Ten zbudowany ciekawie i scenicznie w wielu miejscach zabawny edukacyjny wykład podbudowuje pierwsze z tytułowych znaczeń solidną wiedzą społeczno-ekonomiczną oraz danymi z wielu statystyk i sondaży badań naukowych. W przejrzysty, teatralny sposób splata je z osobistą opowieścią o świecie najbogatszych „z pierwszej ręki“ czyli od osoby, która jeszcze niedawno należała do ścisłego kręgu austriackiej elity finansowej. Sceny z codziennego życia są tu zręcznie łączone z ekonomicznymi, politycznymi, społecznymi i etycznymi aspektami i zależnościami pieniądza we współczesnym późnokapitalistycznym świecie. Wzbogacają wiedzę ekonomiczną niejednego widza. Dialog rozdzielany na dwie, a z czasem trzy postaci ożywiają też krótkie scenki i zaskakujące pointy.
Druga wypowiedź w utworze („świetnie jest mieć dużą kasę“) jest negowana przez Marlenę Engelhorn, powierdzającą szczerość takiego podglądu na bogactwo własnym życiorysem: Engelhorn oddała odziedziczone po babci 25 miliony na cele dobra ogółu, gdyż wejście w posiadanie takiego majątku i uznawanie, że ma do niego prawo – „Przecież ja tych pieniędzy nie zarobiłam własną pracą!“ (Marlene) - jak i dbanie o dalsze pomnażanie wielkiej fortuny, „bo tak się po prostu robi“, uznała za niemoralne. Redystrybucja kapitału czyli powrotny transfer wielkich kwot pieniężnych w celu zmiany struktury społecznego podziału ekonomicznego to hasło, które wielokrotnie pada tego wieczoru ze sceny.
Odważna propozycja radykalnej zmiany sposobu myślenia i przestawienia go na inne tory oraz rozsadzanie części kapitalistycznej struktury i tych jej mechanizmów, które prowadzą w coraz większym tempie do dalszego pogłębiania się olbrzymich społecznych nierówności, zastąpienie obecnego modelu społecznego innym, bardziej sprawiedliwym, opartym na innych prawach niż wyzysk i reguły pomnażania prywatnych własności nielicznych osób ustanowione przez stronę kapitału, to idea, której twórcy spektaklu nie uważają za utopijny wymysł, ale za konieczną reformę, możliwą do wprowadzenia w życie w akcie społecznej przebudowy . Potrzebne jest do tego ich zdaniem konsekwentne i masowe działanie. W tym celu „Geld ist Klasse“ nie tylko świetnie edukuje widzów i wzywa ich do czynu, ale podsuwa też wiele konkretnych pomysłów, gdzie i w jaki sposób można się już dzisiaj zaangażować.
Spektakl ubrany w prostą i pełną lekkości formę teatralną – na scenie widzimy trzy postaci Marleny Engelhorn, przy czym ich jakby nieco nieudolne sobowtórowe ucharakteryzowanie jest źródłem humoru – trzyma w napięciu uwagę publiczności, dbając jednak uważnie o to, żeby żarty i komizm nie odebrały głównemu tematowi jego powagi. Inscenizacja dowodzi również, jak niewiele naprawdę potrzebne jest w teatrze, aby osiągnąć wielki efekt i wywrzeć silne wrażenie na widzu. Nie potrzeba do tego bogatego zaplecza i wyrafinowanej techniki, daje się to zrobić inaczej.

© Tom Dachs
Trzeci, bardzo poetycki, malowniczo-muzyczny, trzyjęzyczny (jeśli obok francuskiego i niemieckiego dodać tzw. Schwitzerdütsch) i wielokulturowy spektakl „Fremde Seelen“ to muzyczna opowieść o tym, jakie bogactwo może powstać poprzez obcowanie ze sobą różnych kultur. Dowodzi on także, że przez „obce“ elementy żadna kultura nie traci – przeciwnie, każda z nich nabiera świeżości dzięki nowym impulsom i odzyskuje siłę. To humanistyczne przesłanie, które zdaje się być w dzisiejszym publicznym dyskursie coraz mniej popularne, nie jest głoszone jako pedagogiczne hasło – jest skryte w dźwiękach muzyki. Szwajcarskie piosenki ludowe i kościelne pieśni, muzyka z różnych zakątków kontynentu afrykańskiego i gospel-jazzowe improwizacje łączą się w zdumiewające kompozycje. To, że takie przedsięwzięcie doskonale się udaje, jest zasługą całego artystycznego zespołu, ale przede wszystkim muzycznego talentu i wirtuozerskiej grze gitarowej Kojacka Kossakamvwe.
Utwór Bertschy tworzy w warstwie słownej prosta narratorska opowieść w wykonaniu Carol Schuler, kojarząca się ze starą formą teatru opowieści, do dzisiaj obecną w tradycji Afryki. Wokół wydarzenia sprzed ponad dwudziestu lat w małej szwajcarskiej wiosce – tajemniczej śmierci pochodzącego z Wietnamu katolickiego księdza, który obejmujewolne przez długi czas stanowisko proboszcza w lokalnej parafii – powstaje kalejdoskopowy obraz życia ludzi w różnych miejscach na świecie, w różnych czasach i o różnych życiowych drogach i doświadczeniach. Przeplatające się ze sobą prawdziwe, półprawdziwe i fikcjonalne historie nie dążą do konkretnego celu, nie zbiegają się w jednym punkcie, aby je tak czy inaczej zinterpretować. Spektakl Bertschy jest daleki od szerzenia politycznych poglądów, przekonywania do pewnych racji, pozbawiony chęci dydaktycznego edukowania publiczności czy aktywistycznej wymowy. To urzekający fajerwerk fantazji, czerpiący swój urok z wielorakich zasobów różnych części świata, dar niosący wytchnienie, radość, artystyczne piękno.