PDF Drucken

Nie jest OK

Dramaty Olivera Klucka

Oliver Kluck wkroczył na scenę współczesnego niemieckiego dramatu w maju 2009 roku. Otrzymał wtedy za sztukę "Zasada Meesego" nagrodę na Stückemarkt berlińskich Theatertreffen - najbardziej prestiżowy laur niemieckich konkursów dla młodych dramatopisarzy. Jak co roku z tej okazji oczy świata teatru i prasy kulturalnej zwróciły się na zwycięzcę. Kluckowi udało się jednak utrzymać tę uwagę na dłużej. Do dzisiaj, ponad pięć lat po majowym wydarzeniu, większość dramaturgów, aktorów, młodych reżyserów, zainteresowanych współczesnym teatrem odbiorców i kolegów po piórze pamięta dobrze ten utwór i jego autora. Kogo zapytać – prawie każdy czytał "Zasadę Meesego" lub widział ją czy inną sztukę Klucka na scenie, co w czasach rozkwitu współczesnego dramatu w Niemczech, owocującego stałym pojawianiem się na rynku wielu ciekawych tekstów i coraz to nowych autorów, nie jest sprawą oczywistą. Nierzadko zdarza się, że nawet najnowsze dramaty renomowanych autorów są znane i w branży jedynie z informacji prasowych.

"Zasada Meesego" trafiła w nerw czasu, a może nawet w kilka z nich. Sztuka jest przede wszystkim głosem pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków. Wyrośli w świecie dobrobytu, który zastali przychodząc na świat, chcieliby go utrzymać. Są gotowi czynnie włączyć się w społeczny system wytwarzania, ale w czasach dekoniunktury nie jest to wcale proste. Dla tego pokolenia właściwie nie ma miejsca, przynajmniej w świecie pracy. Autor przedstawia to w swoisty, niepozbawiony poczucia humoru sposób:

„Nie można już dostać pracy wakacyjnej przez telefon, najpierw trzeba przejść rozmowę kwalifikacyjną. Zanim uzyska się audiencję, należy wysłać do biura pośrednictwa pismo motywacyjne. Agencja pracy okresowej sprawdzi wtedy, czy kandydat nadaje się do odpowiedniego zajęcia. W tym przypadku chodzi o pracę przy taśmie w browarze, polegającą na wyłapywaniu na stojąco pustych butelek, na nocnej zmianie. (...) Na części ciała znajdującej się poniżej pleców, przy biurku z blatem z białego plastiku, siedzi kierowniczka personalna i mówi: później, kiedy zada się jej pytanie o stawkę za godzinę. Interesuje ją, iloma językami obcymi kandydat włada oraz jego średnia ocen na maturze. Aha, mówi i dorzuca: czy weźmie pan jeszcze dzisiaj nocną zmianę.” ("Zasada Meesego")

Użyte powyżej określenie „sztuka jest głosem” w przypadku dramatu Klucka wydaje się sformułowaniem trafnym. Autor nie wprowadza na deski sceniczne konkretnych postaci, nie określa sytuacji scenicznej – albo jedynie szeroko jej ramy - i nie buduje akcji. W przytoczonej scenie nie wiadomo, czy tekst jest monologiem – a jeśli tak, to czy na jeden, czy wiele głosów. W teatrze niemieckojęzycznym, obeznanym od dawna z utworami Elfriede Jelinek, nie jest to niczym wyjątkowym, nie grozi więc dyskusja, czy mamy tu w ogóle do czynienia z dramatem. Ale Kluck nie powiela metody pisarskiej Jelinek, której utwory mają charakter jednolitych „płaszczyzn słownych” a zadaniem teatru jest znalezienie do nich własnego klucza. W przypadku "Zasady Meesego" potrzeba takich kluczy o wiele więcej, gdyż każda scena (dziesięć z prologiem) ma inną formę. Są wśród nich krótkie utwory prozatorskie o różnych sposobach narracji (bezosobowej, w osobie trzeciej i pierwszej) albo dialogi określonych mówców pojedynczych lub zbiorowych (najczęściej pozbawionych ról) o kwestiach, które łatwo jest przyporządkować poszczególnym osobom. Są także strzępy dialogów całkowicie rozmytych recytatorów. Jakąkolwiek by jednak przybierały formę – są one zapisem kolektywnego doświadczenia pokolenia autora urodzonego w 1980 roku.

Inną istotną sprawą podejmowaną przez tego dramatopisarza jest poszukiwanie przez młodych pasującego do obecnych czasów własnego stylu życia. Dotychczasowe modele szczęśliwej egzystencji, sprawdzające się przez długi czas w zachodniej kulturze zdezaktualizowały się lub są z wielu przyczyn coraz trudniejsze do zrealizowania. Pokolenie Klucka miało wiele okazji zaobserwować, do czego prowadzi próba trzymania się za wszelką cenę dawnych ideałów. Jak więc żyć, żeby nie powtarzać błędów rodziców, jaka droga może być w dzisiejszych warunkach szczęśliwa? W tej twórcości nie przedstawia się alternatyw, co nie znaczy, że nie stara się ich znaleźć. Odrzuconym początkowo przez autora postępowaniem jest postawa leserska. Przygląda się jej z ironią:

„jest wtorek, godzina pierwsza, właśnie się obudziłem, czuję się lekko i zdawało mi się, że szybuję w powietrzu (...) a co takiego wczoraj robiłem (...) dokonałem przemiany materii (...) pograłem na gitarze basowej (...) wyjąłem z puszki wspaniały posiłek i nażarłem się (...) a potem zadumałem nad problemem kreatywności (...) wyczerpało mnie to” ("Zasada Meesego")

Pytanie o stosunek do takiego zachowania wraca jednak w późniejszej scenie dramatu. Postać z opowiadania, którego treść w "Zasadzie Meesego" wymyśla dopiero na gorąco siedzący w wannie pisarz Stefan Salm, będący sam postacią w opowiadaniu Klucka – opowiadanie w opowiadaniu jest tutaj chwytem ciekawym także teatralnie – musi dokonać zdroworozsądkowej oceny własnego położenia. Po bezowocnych staraniach o pracę w urzędzie zatrudnienia, pozostaje mu czekanie i dalsze próby. Bezimienny jeszcze bohater Salma musi dostosować się do sytuacji. Przewartościowanie dotychczasowych wartości jest dla niego - przynajmniej chwilowo - jedynym rozwiązaniem. Dlatego przymusowe leserstwo postaci wymyślonej przez Salma nabiera tutaj dodatkowego wymiaru, nie jest ono już tylko próżniactwem, lenistwem czy obijaniem się. Nie jest ono oczywiście także nowym modelem życia, ale podejmowane przez młodego bezrobotnego dążenia uniezależnienia samopoczucia i postępowania od faktu posiadania zawodowej pracy mogą stanowić pierwszy krok do stworzenia takowego. Można domyślać się też, że Kluck nie bez powodu łączy opowieść o absolwencie z historią pisarza Salma. Podsuwane tak przez autora tematy roli i miejsca sztuki w dzisiejszym życiu codziennym oraz znaczenia i pozycji artysty we współczesnym świecie – wprowadzone już w prologu utworu – są inspirującymi punktami przy poszukiwaniu nowych wzorów.

Dramaty Klucka zbudowane są często wokół konfliktów. W "Zasadzie Meesego" ważny jest konflikt międzypokoleniowy. Sam w sobie nie nowy i ukazany w utworze w wieloraki sposób, wnosi ciekawe aspekty do obrazu dzisiejszego świata. Z problematyką szukania pracy i własnego stylu życia łączy się on następująco: zdaniem młodych, ich wizerunek jest jedynie przedmiotem kpiny starszej generacji. Dotyczy to zarówno stosunku młodych do pracy:

„a gdzie to pokolenie pracuje jeśli w ogóle pracuje”

„prace dorywcze jako najlepsza kariera”

„gdyby to pokolenie zapracowało sobie przynajmniej na prawo do relaksu” ("Zasada Meesego")

jak i ich stylu życia:

„jedni chodzą na lodowisko, inni filozofują, jeszcze inni noszą czarne ubrania i mówią po francusku, niektórzy grają na harfie lub w piłkę nożną albo na własnych nerwach. Tak czy owak to pokolenie ogląda telewizję i jest zadowolone” ("Zasada Meesego")

Według Klucka pokolenie starszych nie zdaje sobie sprawy z położenia młodych i nie dostrzega ich wysiłków, żeby stawić czoła trudnościom. Przywykli do myśli, że skoro zasada „wysiłek jest nagradzany” sprawdzała się w dawniejszych czasach, musi się ona sprawdzać i teraz, szukają winy nie w zmienionym systemie, ale w zachowaniu młodych. Dlatego upatrują przyczyny niepowodzeń jedynie w zbyt lekkim i konsumpcyjnym stosunku młodych do życia. W swoim osądzie konfliktu Kluck dociera do sedna współczesnego rozdźwięku. Jego powodem nie jest, znany z historii wcześniejszych pokoleń, młodzieńczy bunt wobec „mieszczańskiego” stylu życia starszych i niechęć wobec przejęcia tego wzoru. Przeciwnie, większość młodych chętnie wstąpiłaby w ślady rodziców. To właśnie niemożliwość naśladownictwa starszych i przejęcia gotowych wzorów, prowadzi do odmiennego postępowania, co z kolei pociąga za sobą niezrozumienie rodziców. Kluck przyznaje zarazem, że młodzi są ofiarami różnych form konsumpcji – w "Zasadzie Meesego" jej symbolem jest przytoczona w cytacie prywatna telewizja - ale z drugiej strony zwraca uwagę na fakt, że to właśnie starsi nie pozwalają młodym na rezygnację z takiego sposobu życia. Utrata konsumentów jest groźna dla systemu, od którego zależni są wszyscy. Młodzi muszą więc konsumować: dobrowolnie lub pod przymusem – przy czym obie postawy pociągają za sobą niezadowolenie starszych. Ale za co kupować, kiedy coraz trudniej o pracę? Kluck odsłania wzajemne zależności i sprzeczności wielu mechanizmów społecnych uwypuklając te ostatnie, gdyż z punktu widzenia trzydziestolatków są one w obecnym systemie coraz trudniejsze do pogodzenia. Swoje spojrzenie autor kieruje przy tym nie tylko na obszar kapitalistycznej ekonomii, ale i na inne dziedziny systemów społecznych, między innymi edukacyjnego, zdrowotnego i budowlanego.

Pełne wściekłości, skierowane przeciwko wszystkiemu i wszystkim tyrady w utworach Klucka sprawiają na odbiorcach niekiedy wrażenie zwariowanego słowotoku, na co zwróciła uwagę dziennikarka Elisa Graton w swojej rozmowie z autorem na temat "Zasady Meesego" przeprowadzonej z okazji uroczystości wręczenia mu nagrody na Stückemarkt 2009:

„Pańska sztuka składa się z wypowiedzi, twierdzeń oraz eseistycznych wywodów, po części także z opisów codziennych czynności. Całość sprawia wrażenie strumienia myślowego.” (Zeit online, 11.05.2005)

Jeśli jednak przyjrzeć się tekstom dokładniej, można odkryć, że nie są one przypadkowym kolażem czy nieuporządkowanym zapisem wybuchów wściekłości, ale kompozycją o przemyślanej strukturze. Potwierdza to także tytułowe odwołanie się do osoby Jonathana Meesego, popularnego w Niemczech artysty plastyka i performera. Jego obrazoburcze wystąpienia – z których jedno skończyło się niedawno w sali sądowej - silnie polaryzują odbiorców. W chaotycznych instalacjach czy akcjach nie brak nigdy cytatów związanych z mało chwalebnymi wydarzeniami lub okresami historii niemieckiej, szczególnie pozdrowienie „Heil Hitler!” należy do ulubionych elementów prowokatora. Meese złości, obraża i wystawia na pośmiewisko przede wszystkim ideologie. Artysta gubi się jednak często we własnych niedorzecznych strukturach myślowych, tonie w bełkocie i kiczu, a jedynym postulowanym przez niego „rozwiązaniem” jest hasło: „dyktatura sztuki”. Jeśli skonfrontować z nim utwory Klucka – sztuki młodego dramatopisarza okazują się podobnie radykalne i prowokujące, ale skonstruowane bardziej świadomie. Autor korzysta z metody Meesego, którą sam rozumie jako „odkrycie własnego zamętu”. Intencją jego dramatów zdaje się być stworzenie przestrzeni pozwalającej na wypowiedzenie gorzkiej prawdy „król jest nagi”. Na prawie każdy temat.

Łamiąc tabu i naruszając pewniki, dramatopisarz nie zawsze precyzuje do końca swoje myśli, pozostawia to odbiorcom. Ten element jego stylu jest czasem ryzykowny. Przykładem tego jest epizod w sztuce "Mein Name ist Programm" (=Nazywam się program). Kiedy w scenie oglądania przedstawienia sztuki Yasminy Rezy na widowni dochodzi do kłótni, wtrąca się do niej nagle również licealistka:

„ i że ludzie, sąsiedzi, dzieci, kobiety straciły życie zdaje się was wcale = zupełnie nie = ani trochę nie poruszać” (...) „stracili życie, wszyscy! wysłani pod prysznice, gdzie jednak nie było wody” (...) „nikt nie chce się przyznać, że coś wiedział” ("Mein Name ist Programm")

Poglądy i oburzenie uczennicy są niewątpliwie słuszne. Ale mimo że jej postawa wygląda jak pożądany sukces pedagogiczny - coś tutaj niepokoi. Wypowiadane słowa brzmią jak dobrze wyuczona lekcja i padają nagle na hasło „uświadomienie”, rozmijając się z prowadzoną właśnie wymianą zdań, która dotyczy spraw seksu. Sam autor szybko urywa temat i akcja rozwija się w innym kierunku.

Takie krótkie sceny prowadzą do nieporozumień, gdyż odbierane są niekiedy jako zabawy słowne i przynoszą Kluckowi zarzut, że nie przywiązuje dość wagi do istotnych tematów albo że brak mu politycznej świadomości. Wymowa epizodu jest niejasna. Może jest on rzeczywiście jedynie nieudanym żartem albo czystą prowokacją. Ale jeśli przyjrzeć mu się w szerszym kontekście - najlepiej w świetle utworu "Fabryka skór z żabich cipek" – można zrozumieć go inaczej. Ostra kpina z neonazistów nie pozwala tam wątpić w osobiste przekonania autora, dostrzegającego wyraźnie pozostałości faszystowskich zapatrywań w szerokich kręgach społeczeństwa. Oglądany z tej perspektywy epizod z uczennicą wychodzi poza dotychczasową, znaną już krytykę niemieckiego i austriackiego społeczeństwa, którą podejmuje wielu niemieckojęzycznych autorów. Kluck przygląda się wnikliwiej dzisiejszej młodzieży i poddaje w wątpliwość osiągnięcia współczesnej edukacji. Czy przekazywanie poprawnej wiedzy historycznej wystarcza? Wyuczone słuszne poglądy nie są tym samym, co wyrobione przekonania i umiejętność samodzielnego myślenia. Autor nie pozwala dorosłym spocząć na laurach rzekomych sukcesów, w przekonaniu, że kto głosi właściwe deklaracje, będzie wiedział jak właściwie postępować. Irytuje wprowadzając niejednoznaczności do sprawdzonych pewników i utartych schematów myślowych.

Innym sposobem wywoływania niepewności u widza jest stosowanie chwytu „stawiania na głowie”. W "Fabryce skór z żabich cipek" dzieje się tak z oceną według obiegowych kryteriów ludzi i ich postępowania. Jedna z bohaterek sztuki opowiada następująco o swojej aktywności zawodowej:

„jako luksusowa córka fabrykanta żyjąca na stanie

gospodarstwa domowego-luksusu (...)

chciałam tylko powiedzieć, że musiałam teraz

ciągle dużo pracować, oczywiście nie jako dziecko fabrykanta

lecz dlatego, że już dłużej nie chciałam być dzieckiem i do tego

z własnej woli chciałam bez przerwy pracować,

bo po prostu nie mogłam zaprzestać tej nieustannej pracy.

Praca była, że tak powiem, moją spokojną przystanią,

moim ogarkiem w mroku” ("Fabryka skór z żabich cipek")

W pierwszej chwili fakt podjęcia przez młodą kobietę zawodowej pracy przysparza jej wiele sympatii – rozpoczyna ją przecież dobrowolnie, bez konieczności zarobkowania. Możliwe też, że sytuacja kobiety wyzwala u widza nawet uczucie zatroskania, gdyż etos pracy zdaje się wpędzać ją w pracoholizm. Ale jak odnosić się do postaci, kiedy autor zdradza nam, że zawodem kobiety jest prostytucja? Czy pracowitość jest w tym wypadku nadal chwalebną sprawą? Czy prostytutkę należy cenić tak samo jak innych zapracowanych? Czy istnieją wobec tego „złe” i „dobre” prace? I kto ma prawo o tym wyrokować?

Dramaty Klucka – jak dotąd powstało ich jedenaście, nie licząc wielu tekstów pisanych dla jednorazowych wieczorów teatralnych - oferuje spojrzenie na dzisiejszy świat bliskie nie tylko młodym odbiorcom. W "Poczekalni przyszłość" – sztuce wyróżnionej licznymi nagrodami, w tym także BDI-Dramatikerpreis, przyznawaną przez Organizację Niemieckich Przemysłowców - świat pracy oglądany jest wprawdzie z perspektywy młodego inżyniera („szczęściarza”, gdyż ma stałe zatrudnienie), ale opisy codziennej krzątaniny w biurze w czasach globalizacji i zaawansowanego gospodarczego neoliberalizmu pozwalają na identyfikację osobom w dowolnym wieku.

Podobnie jest w przypadku opowieści o służbie zdrowia, prezentowanej zarówno od strony pracowników szpitala, jak i pacjentów. Temat ten może interesować każdego. "Fabryka skór z żabich cipek" odsłania groteskowy wycinek rzeczywistości: Przemęczeni lekarze, trzymający się na nogach dzięki środkom pobudzającym i napojom alkoholowym, nie mający ani czasu, ani pieniędzy na godziwe życie prywatne są źle opłacani i dlatego chętnie przyjmują łapówki w zamian za które nie są w stanie zapewnić wiele, gdyż coraz gorzej finansowane państwowe szpitale mają coraz bardziej ograniczone możliwości leczenia pacjentów. Tych ostatnich, zubożałych, nie stać na prywatną opiekę zdrowotną, ale i coraz mniej na łapówki w placówkach państwowych – groteskowa parodia Klucka przeczy światowi dobrobytu, w którym rozgrywa się akcja i mówi wiele na temat współczesnej zachodnioeuropejskiej rzeczywistości.

W "Fabryce skór z żabich cipek" autor podejmuje jeszcze jeden temat, który w ostatnich czasach jest w Niemczech szeroko dyskutowany. Jest to sprawa tzw. „Grundeinkommen”, bezwarunkowego gwarantowanego dochodu, polegającego na wprowadzeniu kwoty pieniężnej, która pozwoliłaby każdemu na finansowanie podstawowych potrzeb życiowych. Dochód ten przysługiwałby wszystkim, niezależnie od wykonywania pracy, przez co jej podjęcie stało by się dobrowolne i wynagradzane dodatkowym honorarium. Rozwiązanie to ma swoich zwolenników nie tylko w kręgu lewicowych intelektualistów i przedstawicieli związków zawodowych, ale i wśród naukowców, przedsiębiorców i polityków różnych przekonań i ugrupowań. Zwłaszcza ostatnio, wraz ze wzrostem bezrobocia oraz z uwagi na konieczność redukcji wydatków państwowych (jak koszty placówek zarządzających zasiłkami dla niepracujących lub zarabiających poniżej minimum socjalnego, dla samotnych matek, wielodzietnych rodzin czy koszty oddziałów rent i emerytur i zasiłków chorobowych oraz wydatki na urzędy zatrudnienia i instytucje pomocy socjalnej) taki sposób podziału dochodu w bogatym społeczeństwie zdaje się coraz bardziej atrakcyjną alternatywą. Kluck nie zgłębia tego modelu, nie podejmuje prób sprawdzenia jego funkcjonowania, nie opowiada się sam ani za, ani przeciw. Wprowadza go jednak jako temat – kto wie, czy nie jako pierwszy dramatopisarz – do swoich utworów.

Charakterystyczne dla twórczości Klucka jest jednoczesne podejmowanie wielu tematów. "Zasada Meesego" jest w równym stopniu sztuką o dzisiejszym położeniu trzydziestolatków, jak i o współczesnej, zdominowanej przez medium telewizji komunikacji międzyludzkiej, jest dialogiem z Peterem Handke o nowoczesnym teatrze i refleksją nad obecną edukacją i tradycją literacką młodych. Podobnie "Fabryka skór z żabich cipek" to nie tylko dramat o służbie zdrowia, ale i o neofaszyźmie, konsumpcji i współczesnym systemie produkcji przemysłowej oraz o międzynarodowym półświatku. Obok główniejszych wątków w dramatach Klucka nie brak także i innych tematów, do których należą między innymi: wpływ sztuki i środków masowego przekaz na mentalność jednostki, deformacje osobowości wynikające z braku stabilizacji i konieczności sprostania nieustannej konkurencji, współzależności międzyludzkie, problemy płynące z nienadążania za tempem rozwoju, gentryfikacja, przeszłość NRD i dzisiejsza sytuacja wschodnich landów w zjednoczonym państwie (sam autor spędził swoje dzieciństwo jeszcze w NRD na Rugii). Oczywiście, jak przystało na dzisiejsze czasy, w tych dramatach nie brak również spraw seksu, przy czym autor bada głównie jego kondycjię oraz językowe płaszczyzny wulgarności i pornografii oraz granice ich akceptacji.

Mimo ich wielowątkowości, rozczłonkowania, tempa i pewnego chaosu oraz dużej dawki humoru teksty Klucka nie mają niczego wspólnego z niemieckim dramatopisarstwem postdramatycznym reprezentowanym przez René Pollescha. Charakterystyczne dla tego znanego artysty obserwowanie świata z dystansu, rozmycie sensu, wtórne wykorzystywanie sloganów, haseł reklamy, codziennych banalnych wyrażeń, jak i gotowych produktów myślowych są obce młodemu autorowi. Ego pisarstwo dowodzi, że współczesny dramat o nowatorskiej formie, będący jednocześnie wyraźną wypowiedzią autora, jest możliwy i że istnieją sposoby, aby językowi mediów i codzienności nadać artystyczną formę. Te dramaty są zaangażowane, pisane dla współczesnego teatru, mogącego odbywać się tam, gdzie umiejscowiła go w ostatnich latach współczesna teatrologia, a więc wszędzie:

„(...) jej sceną jest stojące miejsce obok kobiety z nadwagą, katarem i psem, w autokarze o zaparowanych szybach. Jej sceną jest także pomieszczenie placówki gimnazjalnej oraz miejsce na podłodze, gdzie siedzi się, aby odebrać telefon od nieznajomej, która chce prowadzić ankietę na temat stopnia zadowolenia konsumentów. Scena to sala koncertowa po zakończeniu występu, kiedy każdy koniecznie chce być pierwszy w szatni (...)” ("Zasada Meesego")

Jak bardzo utwory Klucka zmienią niemiecki teatr i z którymi reżyserami będzie długotrwale współpracować, trudno dzisiaj powiedzieć. Dotychczasowe premiery w najbardziej liczących się teatrach: Deutsches Theater i Maxim-Gorki-Theater w Berlinie, Burgtheater w Wiedniu, Deutsches Schauspielhaus w Hamburgu, Schauspiel Frankfurt we Frankfurcie nad Menem i Theater Graz reżyserowali między innymi cieszący się uznaniem tacy młodzi reżyseży jak Anna Bergmann, Alice Buddeberg, Antú Romero Nunes czy Simon Solberg. Nie wiadomo też, dokąd zaprowadzą młodego autora jego liczne – odważne, ale nie zawsze udane – eksperymenty. Warto jednak wierzyć, że w przyszłości będzie nadal podejmował rzucone przez siebie w zakończeniu „Zasady Meesego” wyzwanie i nie zgodzi się z własną prowokacją:

„już więcej się nie zobaczymy, państwo jadą dalej, my tutaj wysiadamy, nigdy się nie spotkamy, pozostaje tylko telewizja” ("Zasada Meesego")

Warto także nie czekać bezczynnie, co pokaże czas i już teraz odkryć te sztuki dla polskiego teatru. Dzisiejszy świat nie jest OK, twierdzi Oliver Kluck. Należałoby o tym podyskutować nie tylko w Niemczech.

Teksty Olivera Klucka:

Zasada Meesego, Dialog 12/2012

Fabryka skór z żabich cipek, wersja PDF dostępna w agencji ADiT

Poczekalnia przyszłość, wersja PDF dostępna w agencji ADiT

Mein Name ist Programm, (tłumaczenie fragmentu I. Uberman)

 

Publikacja: Notatnik Teatralny 75-76/2014

 
Joomla templates by a4joomla